W E R N I S A Ż E

.

.

Wystawa malarstwa DARIUSZA KALETY "W KRĘGU CZŁOWIEKA" ... 25 lat twórczości
wernisaż wystawy: 23.08.2013 r. | godz. 19:00 ... termin wystawy: 23.08 - 28.09.2013 r.

Dariusz Kaleta - Dariuss urodził się w 1960 roku w Lubaniu Śląskim. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie na Wydziale Grafiki w Katowicach. Dyplom główny otrzymał w 1987 roku w pracowni prof. Tadeusza Grabowskiego (plakat), a dyplom dodatkowy w pracowni litografii prof. Tadeusza Gawrona. Dariusz Kaleta uprawia malarstwo sztalugowe. W dorobku ma dziesięć wystaw indywidualnych oraz udział w licznych wystawach zbiorowych w kraju i za granicą (Niemcy, USA, Francja). Obrazy artysty są pokazywane wraz z pracami dawnych, jak i współczesnych mistrzów pędzla, takich jak: Jacek Malczewski, Stanisław Wyspiański, Wojciech Weiss, Jan Styka, Wierusz - Kowalski, Henryk Siemiradzki, Franciszek Starowieyski, Stasys, Leszek Maestro Żegalski, Karol Bąk i innych (np. Sopocki Dom Aukcyjny - wystawa pt. "CZAR KOBIET, UROK KWIATÓW". Obecnie Dariusz Kaleta pełni funkcję kierownika kołobrzeskiej Galerii Sztuki Współczesnej.

Jest członkiem formacji artystycznej "Grupa Apellesa" w skład, której oprócz artysty wchodzą: Krzysztof Izdebski- Cruz, Ida Łotocka - Huelle, Paweł Huelle, Marcin Kołpanowicz i Leszek M. Żegalski - Maestro. Ostatnio grupa miała wystawę z Magdaleną Abakanowicz w rzeszowskim Millenium Hall /jesień 2011r./
Ponadto należy do londyńskiej Society Art of Imagination. Wystawia również swoje prace z duńską grupą Clausa Brousena DANTE. Ukazały się artykuły o artyście w magazynie: "Artysta i Sztuka" nr2, "Tango8" nr2/2012, oraz w "Day&Night".

WYSTAWY ARTYSTY

  • 1984 r. - wystawa Sztuki Sakralnej w Chorzowie
  • 1987 r. - "Dyplom 87" BWA w Katowicach
  • 1989 r. - pierwsza indywidualna wystawa w galerii "Dworcowa" (3/4 obrazów zostało zakupionych do prywatnej kolekcji w USA)
  • 1990 r. - druga wystawa środowiska katowickiego ZPAP w katowickim BWA
  • 1991 r. - druga indywidualna wystawa w BWA w Ciechanowie
  • 1992 r. - udział w Auction of Contemporary Polish Paintings - New York
  • 1994 r. - pierwsze Triennale Autoportretu im. Jacka Malczewskiego w BWA w Radomiu
  • 1996 r. - udział w wystawie twórczości artystów miasta Chorzowa w galerii "Agnes" w USA
  • 1997 r. - drugie Triennale Autoportretu im. Jacka Malczewskiego w BWA w Radomiu
  • 1997 r. - udział w wystawie "Narodziny nowego wieku" w Paryżu/ Francja (inicjatorem tej wystawy była prywatna galeria artysty "Atelier" w Chorzowie, którą prowadził wraz żoną Beatą do stycznia 1998 r.)
  • 1999 r. - udział w wystawie środowiska plastycznego miasta Kołobrzeg - "SALON LETNI 99’" w Galerii Sztuki Współczesnej (GSW) w Kołobrzegu
  • 1999 r. - trzecia indywidualna wystawa w kołobrzeskiej galerii "Artis"
  • 2001 r. - czwarta indywidualna wystawa w GSW w Kołobrzegu
  • 2002 r. - piąta indywidualna wystawa w koszalińskiej galerii "Na piętrze"
  • 2003 r. - organizator i uczestnik wystawy z okazji XV- lecia działalności Galerii Sztuki Współczesnej w Kołobrzegu - wystawa Stowarzyszenia Artystycznego - Grupa Kołobrzeg
  • 2006 r. - VI indywidualna wystawa w Galerii SD w Warszawie pt. MOJA SARMACJA - 2007 została pokazana w Muzeach w Grudziądzu, Brodnicy, Rypinie i w Operze Bałtyckiej w Gdańsku
  • 2008 r. - pokaz MS w Galerii Beskidzkiej w Szczyrku
  • 2012 r. - wystawa w Hopfenmuseum Wolznach, Bawaria
  • 2012 r. - wystawa w Krzeszowicach (Grupa Apellesa)

Dariusz Kaleta jest malarzem. Nie jest kontestatorem, prowokatorem, performerem ani instalacjonistą. Nie chce szokować, gorszyć ani skandalizować. Jako malarz chce malować obrazy, co w czasach dzisiejszego pomieszania pojęć nie jest wcale takie oczywiste. Z pietyzmem przygotowuje płótna, starannie dobiera media i pigmenty, mistrzowsko posługuje się impastem i laserunkiem, wie, jak używać oleju makowego i skalnego, terpentyny weneckiej, żółci wołowej, żywicy damarowej czy mastyksowej. Studiuje traktaty o malarstwie, od Cenniniego i Leonarda począwszy, na Maxie Doernerze i Władysławie Ślesińskim skończywszy. Ogląda w muzeach obrazy Rembrandta, Rubensa, Matejki i Malczewskiego (to czterej malarscy idole Kalety), nie tylko po to, by podziwiać ich kompozycję, kolor i reżyserię światła, ale także wydzierać im sekrety ich techniki - w dwudziestym wieku niemal całkowicie zapomniane. Niczym detektyw, na podstawie malarskich powłok potrafi wydedukować, jakich użyto zabiegów i narzędzi. Bo dla Kalety sztuka malarska dawnych wieków nie jest przeszłością, muzealnym eksponatem - szacownym, lecz martwym, ale obiektem wiecznie aktualnego zachwytu i niewysychającym źródłem przeżyć. A także "językiem giętkim", za pomocą którego malarz porozumiewa się ze światem, tak jak poeta za pomocą słów. Tą swoją postawą wpisuje się Kaleta w przybierający wciąż na sile nieformalny ruch artystyczny, który swoich reprezentantów ma na całym świecie, a który idąc pod prąd "głównego nurtu" sztuki współczesnej, odwołuje się do dziedzictwa kultury europejskiej, do wartości, na których opierali się twórcy starożytnej Grecji i Rzymu, artyści Renesansu czy Baroku.

Dariusz Kaleta jest także dyrektorem galerii. Kaleta promuje bowiem duchowe wartości w sztuce nie tylko swoimi płótnami, ale także wystawami prezentowanymi w Galerii Sztuki Współczesnej w Kołobrzegu. Na ścianach neogotyckiego kołobrzeskiego ratusza prezentuje głównie tych malarzy (dawnych i żyjących), których twórczość łączy w sobie przekaz ideowy i doskonałość warsztatową. Pokazywał w swej galerii Jana Matejkę, Wojciecha Gersona, Józefa Mehofera, Jacka Malczewskiego, Wojciecha Weissa, Vlastimila Hoffmana, Jana Stanisławskiego, Jerzego-Dudę Gracza czy Zdzisława Beksińskiego - nazwiska nieosiągalne dla przeciętnych miejskich ośrodków kultury. Zaszczytem dla żyjących malarzy staje się zaproszenie do pokazania swoich prac w galerii w Kołobrzegu, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, jacy giganci pędzla wisieli tam przed nimi. "Piękno, harmonia, duchowość" - to motto towarzyszące Dariuszowi Kalecie jako artyście malarzowi i jako wystawiennikowi. Stoi ono także u źródeł powstania związku przyjaciół-malarzy, Grupy Apellesa, którą tworzą obok niego Ida Łotocka-Huelle, Krzysztof Izdebski-Cruz, Leszek "Maestro" Żegalski oraz niżej podpisany.

Apelles to pierwszy znany z imienia europejski malarz, który świadomie stosował proporcje, światłocień i iluzję przestrzeni na płaszczyźnie. Choć nie zachowały się jego obrazy, legenda jego sławy uskrzydlała twórców włoskiego renesansu, którzy zapoczątkowali niezwykłe, trwające już siódmy wiek zjawisko kulturowe, nazwane przez Waldemara Łysiaka "malarstwem białego człowieka". Podobnie jak Łukaszowcy przed wojną, artyści konstytuujący Grupę Apellesa wierzą w to, że malarstwo obroni się samo. I w to, że zawsze będzie w stanie poruszać widzów właściwymi sobie środkami wyrazu. Bez uciekania się do skandalu, bluźnierstwa czy epatowania brzydotą. Organizując wystawy prac własnych i zaproszonych gości, malarze spod znaku Apellesa chcą zamanifestować, że sztuka jest czymś więcej, niż zwożeniem do galerii patyków, kamieni i złomu, czy łączeniem dewocjonaliów z defekaliami.

Przywołanie Apellesa nie jest przypadkowe - kultura klasyczna, mitologia i historia to wątki tematyczne, wokół których rozwija swe opowieści Dariusz Kaleta. Obrazy te nie są jednak akademickimi ilustracjami mitologiczno-historycznych motywów, ale ich współczesnymi reinterpretacjami. "Trzej Filozofowie" (Platon, Arystoteles i Sokrates) to konterfekty koszalińskich bezdomnych; zarośnięci i obszarpani, spoglądają w kierunku widza ironicznym wzrokiem. W dłoniach o czarnych paznokciach trzymają księgi, z których zdają się czytać, że mądrość nie jest dzisiaj w cenie. Wiele prac w przekorny sposób posługuje się mitologią, by za pomocą obecnych w niej archetypów odnieść się do aktualnych problemów, choćby takich jak konflikt płci. W obrazie "Pigmalion", namalowana Galatea - w jedwabnej karminowej koszuli, we współczesnej biżuterii i makijażu, z krwistoczerwonymi paznokciami - ożywa i wychodzi z płótna, niby kobieta sukcesu wyskakująca z okładki pisma kobiecego, a sam Pigmalion-malarz, bez entuzjazmu, a raczej z troską łapie się za głowę, przeczuwając nadchodzące dopiero kłopoty. "Persea" (żeńskie wcielenie Perseusza) to wojowniczka, która odpoczywa po dekapitacji diabolicznego potwora, którym jest Meduza, czy może Meduz(?), bo odcięta od kobiecego ciała głowa ma męskie rysy. "Parys i Helena" oraz "Afrodyta i Mars" to kolejne portrety mitologicznych postaci, potraktowanych z dystansem i humorem.

Kaleta sięga też po motywy biblijne i religijne, choć często w sposób nieprawomyślny. Jego "Jawnogrzesznica" to współczesna pornomodelka w czarnych skórach i czarnej bieliźnie, kucająca obok leżącej na ziemi cierniowej korony. Czy przeżywa skruchę? Jej wyzywające, nie zmącone refleksją spojrzenie raczej nie potwierdza tego przypuszczenia. Inny wątek biblijny, który doczekał się w historii malarstwa niezliczonych interpretacji, to motyw Salome, tancerki, która za namową swej matki, Heriodiady, podstępem wymogła na królu Herodzie ścięcie Jana Chrzciciela. W ujęciu Kalety scena ta nabrała życiowej dosadności: oto matka i córka szykują się do fachowego poszatkowania kapuścianej (w domyśle: męskiej) głowy. Zafascynowany teatrem plastycznym Leszka Mądzika, stworzył Dariusz Kaleta cykl obrazów interpretujących wizyjne sceny spektaklu "Bruzda". Najsilniej przemawiającym obrazem jest "Prorok", postać, przypominająca Błogosławionego Jana Pawła II, ukazanego w dramatycznym geście oranta lub kaznodziei nad lewitującą księgą - tu nie ma już spokojnej celebracji, jest rozpaczliwy krzyk, skierowany do świata, który nie chce słuchać słów "wyroczni Pana". Kompozycja nawiązuje do tenebrystycznych rozwiązań Caravaggia, a gruba malarska materia twarzy i szaty proroka przywodzi na myśl brawurowe impasta Rembrandta.

Nie wiem, czy moje interpretacje są najwłaściwsze, ale sam fakt, że obrazy mogą stać się pretekstem do tego typu literacko-kulturowo-psychologicznych dywagacji jest we współczesnym malarstwie, uciekającym od literatury i symboliki, czymś rzadkim i cennym. Na szczęście niejednoznaczna wymowa dzieł pozwala widzom odczytywać je na różne sposoby. Często w przedstawieniu klasycznych motywów widać pewną zamierzoną umowność - Kaleta nie chce gromadzić rekwizytów i kostiumów z epoki, czy też przenosić nas w przeszłość, jak reżyser superprodukcji z Hollywood, ale świadomie inscenizuje swoje opowieści w pracowni i puszcza do widza oko, pokazując konwencjonalność i prowizoryczność tych scenografii. Jego anioły nie są wizyjnymi stworzeniami o cudownie wyrastających z pleców skrzydłach, a współczesnymi dziewczynami, często znajomymi artysty, stojącymi na tle zawieszonych na ścianie draperii, które mają jedynie sugerować skrzydła. Poobijana pruska pikielhauba może posłużyć Marsowi za hełm, a powiązane sznurkiem prześcieradło - za tunikę Tanatosowi, aniołowi śmierci. Do jego ramienia przywarł - znów - nie jakiś druidyczny starzec z rozwianym włosem, ale zwyczajny starszy mężczyzna. A o jego "niezwyczajności" nie stanowi historyczny kostium, lecz świetnie uchwycony wyraz twarzy i brawurowy światłocień w trudnym oświetleniu od tyłu. Była tu już mowa o Rembrandcie i Caravaggiu; "Tanatos" z kolei przywołuje twórczość Jacka Malczewskiego, którego Dariusz darzy szczególnym respektem i którego motywy najczęściej przetwarza. Miłośnicy dawnego malarstwa czerpią z oglądania obrazów Kalety dodatkową przyjemność, jaką jest odnajdywanie w nich fragmentów znanych i mniej znanych obrazów dawnych mistrzów. Z jednej strony widać tu malarską erudycję Kalety, z drugiej - swobodę w posługiwaniu się cytatami, ich przetwarzaniu i umieszczaniu w nowym kontekście.

Osobnym rozdziałem twórczości Dariusza Kalety jest cykl "Moja Sarmacja", gdzie postaci wyjęte żywcem z sienkiewiczowskiej Trylogii przenosi malarz w świat fantasy, każąc podgolonym szlachciurom odpowiadać na zagadki sfinksów lub posyłając zagończyków i rębajłów do walki z tolkienowskimi smokami - co w nieco autoironiczny sposób obrazować może walkę "prawdziwych Polaków" z całym złem tego świata. Bez względu jednak na wybrany temat, zawsze mamy tu do czynienia z bardzo sprawnym, świadomym swych środków malarstwem, w którym znajdziemy solidną formę i soczysty kolor, pewność ręki i ostrość widzenia, dopracowany detal - a czasem i błyskotliwość celowego niewykończenia. Gruntowną wiedzę technologiczną, a także znajomość malarskich tricków. Znakiem rozpoznawczym Kalety jest więc podejmowanie wielkich tematów z pewnym przymrużeniem oka i współczesnym komentarzem, a zarazem opracowywanie ich za pomocą poważnych, klasycznych środków malarskich. Są wreszcie w malarstwie Dariusza obrazy "czysto" realistyczne, w których nie ma zawiłych metafor ani ukrytych znaczeń. Ukazują urodę dnia powszedniego, blask słonecznego światła i zwykłych ludzi w chwili odpoczynku, zamyślenia, beztroski. Piękne kobiety spacerujące brzegiem morza lub siedzące na nadmorskich wydmach. Albo łysego mężczyznę w pogodne popołudnie odpoczywającego w fotelu i zapatrzonego w poruszany wiatrem ekran lasu - zadumanego nad swoim życiem, miłością, sztuką...

Marcin Kołpanowicz
Felietonista magazynu o sztuce "Artysta i Sztuka"

***

Obrazy Dariusza Kalety osadzone są w najlepszych tradycjach sztuki europejskiej, są świadectwem talentu i głębokiej znajomości technologii malarskiej. Kołobrzeski malarz sportretował kloszardów ze swego miasta, przewrotnie nazywając ich konterfekty imionami greckich filozofów - Sokratesa, Platona i Arystotelesa. Pokazał również niezwykłe, zainspirowane spektaklami Leszka Mądzika obrazy "Adoracja" i "Prorok". Ta ostatnia praca zachwyca malarskim kunsztem - wyłaniająca się z ciemnego tła świetlista postać proroka (papieża?) namalowana jest brawurowymi impastami, przywołującymi na myśl arcydzieła Rembrandta.

Katarzyna Micał
DAY&NIGHT listopad 2011

***

Poznańska wystawa Dariusza Kalety - DARIUSSA prezentuje dorobek ostatnich czterech lat artysty. Jest to wgląd w drugi okres jego twórczości. Pierwszy się zamknął cyklem obrazów fantasy pt. MOJA SARMACJA, który powstał na motywach filmów Jerzego Hofmana i przy współpracy Zenona Żyburtowicza - fotografika z planu filmowego. Omawiany drugi okres prezentuje obrazy mieszczące się w konwencji Realizmu Magicznego. Ale nie jest to do końca klasyczny Realizm Magiczny, jaki znamy z prac innych artystów krajowych i europejskich, jest on w klimacie literatury iberoamerykańskiej takich twórców jak: Julia Cortazara czy Gabriela Garci Marqueza - bardzo wysublimowany i niełatwy w odbiorze. W pracach tych język symboli został wyciszony a uwaga twórcza została skupiona na emocjach bohaterów kompozycji malarskich. Magazyn artystyczny " Artysta i Sztuka" nr 2 tak scharakteryzował jego twórczość - " Świetne opanowanie malarskiego warsztatu w połączeniu z umiejętnością sugestywnego przedstawiania ludzkich stanów emocjonalnych sprawia, że jego dzieła mogą pretendować do miana sztuki ponadczasowej". Jeżeli to połączymy ze znakomitą tkanką malarską przywodzącą na myśl rozwiązania fakturalne Rembrandta czy Tintoretta - wówczas wyłoni nam się obraz czym naprawdę jest twórczość Kalety na tle polskiego Realizmu Magicznego.

Tadeusz Urbaniec

źródło: tadeo-art.pl

Drukuj stronę    Napisz do administratora serwisu

  Powrót